Gdy byłam małą dziewczynką chodziłam z babcią do lasu na grzyby. To wtedy urzekły mnie te małe kwiatuszki tworzące leśne dywany. Nic dziwnego, że teraz próbuję odtworzyć tamte dzieła w ogrodzie. Daleko mi jednak do matki natury, ale mam namiastkę wrzosowiska u siebie. Mogę patrzeć na te małe krzewinki, przy których uwijają się pszczoły. Późnym latem obsypują się kwiatuszkami od białego do fioletu. Najpiękniejsze są jesienią, właśnie we wrześniu. Lubię patrzeć na te bajkowe, różowofioletowe, ostatnie kwiaty w moim ogrodzie. Już teraz wspaniale relaksują i radują oczy. A co to będzie, gdy te małe cudeńka rozrosną się w dywany? Już nie mogę się doczekać.